właściwie będzie o fantasy i science-fiction. Tekst należy potraktować jako głos w dyskusji:
jak zachęcić dziecko do czytania.
Zacznijmy od tego, że nie byłam specjalnie rozczytanym dzieckiem. Byłam dzieckiem nadaktywnym na drzewach, trzepakach, dachach, kominach kotłowni, płotach, piwnicach i budowach. Książki przyszły po mnie późno, bo/albowiem/ponieważ dopiero w czwartej klasie szkoły podstawowej. Kiedy już przyszły, przyszły całkiem, doprowadzając do różnych złodziejskich epizodów, gdy – wstyd się przyznać – kolejne tytuły fantasy lądowały pod połą kurteczki. Tak się rozczytałam! ;-)
W każdym razie: długą nieobecność książek w moim życiu tłumaczę tym, że długo nie trafiłam na nic, co by mnie rozczytało. A rozczytana zostałam Tomkiem Sawyerem i przygodami Hucka Finna. A potem przyszła fantastyka i już w ogóle czytałam bez przerwy. W niniejszym wpisie dzielę się tytułami, które – jak sądzę – zachęcają do czytania:
1. Tomek Sawyer/Huck Finn – dla nicponi i młodych awanturników
Książki raczej dla dzieci niż młodzieży i bardziej chłopców, i chłopczyc, niż dziewcząt, chyba, że owe dziewczęta mogą się złamać i zostać chłopczycami w toku. Po lekturze Tomka Sawyera poszłam na moje pierwsze wagary. Książki bawiły, inspirowały i wywoływały dużą tęsknotę za zielenią (okropnie żałowałam, że mieszkam w mieście). Jeżeli szczenie zasmakuje w Tomku/Hucku warto mu podsunąć także Przygody Robin Hooda. Wszystkie te tytuły przeczytałam po wielokroć. Odliczałam dni, gdy ich nie czytałam, by móc przeczytać je ponownie po odpowiednio długim czasie ;-)
2. „Lewiatan” Scotta Westerfelda – dla szczeniąt około wieku gimnazjalnego
O Lewiatanie pisałam ostatnio. Jest niewiele książek, które zachęcałyby do nauki, albo tworzyły tzw. „kotwice” ułatwiające zapamiętywanie tematu ze szkoły. Lewiatan pozwala otrzeć się o historię, chociaż to nie „Klaudiusz” Gravesa. Lewiatan jest lekki, wartki i ma dużo akcji. To „dużo akcji” jest istotne jeśli chcemy przekonać dziecię do rozczytania się.
3. David Eddings – Belgariada; z wyobraźnią
Belgariada to pięciotomowa seria D. Eddingsa, rozpoczynająca się tomem „Pionek proroctwa”. Wracam do Belgariady bez przerwy od – policzmy? – jakichś 16 lat. Teraz co prawda po angielsku i słuchając jej w audiobooku, ale seria ta oraz jej kontynuacja (Malloreon) to kamień milowy na drodze mojego rozczytywania się. Dużo magii, dylematów cielątkowatych młodzieńców i akcji. Polecam dla szczeniąt w wieku 12 lat+
4. J.K. Rowling – Harry Potter
Harrego Pottera nie trzeba przedstawiać. Tom pierwszy jest najsłabszy, później zaś nie da się tej serii oprzeć. Znam mnóstwo dorosłych zaczytujących się w Potterze (obkładają okładki książek gazetami, żeby móc bezwstydnie czytać je w pociągu!). Jest wspaniały w wersji czytanej i audiobookowej (z P. Fronczewskim).
5. R.E. Feist – Adept Magii i kolejne tomy; epickie
Znakomita seria. Czasem rodzice chcą przekonać szczenięta do czytania podsuwając im Tolkiena, chociaż tolkienowski język jest przeznaczony dla bardziej wysmakowanych czytelników (p. „O Hobbitonie”). Seria Feista to podobny rozmach, ale bardziej przyswajalny język i zdecydowanie lżejsza lektura. Dużo akcji, elfy, krasnoludy, magia, dwóch młodych dzielnych bohaterów, a wszystko to składa się na rasową serię fantasy stojącą na bardzo przyzwoitym poziomie. Dla szczeniąt 12+